Cyfrowy post – tydzień pierwszy

W ciągu dnia co najmniej z 20 razy wpisuje odruchowo domenę facebook.com tylko po to, aby trafić na stronę logowania. To lekko przerażające doświadczenie pokazujące ile razy dziennie automatycznie wchodziłabym na Facebooka.

Zgodnie z tym co napisałam w notce o cyfrowym poście, staram się nie używać „opcjonalnych technologi” czyli takich serwisów, które nie są dla mnie niezbędne do pracy. Bywa różnie – z jednej strony mój mózg płata figle i po godzinie orientuje się, że dalej siedzę na mailu czytając wszystkie możliwe newslettery, z drugiej projektanci serwisów zdecydowanie nie ułatwiają mi życia.

Uparte google i bezradny Facebook

Na liście zasad napisałam, że odinstaluje YouTube z komórki. Android ma na ten temat jednak inne zdanie. Nie mogę odinstalować ani aplikacji do oglądania filmików ani aplikacji do sprawdzania maili. Pozostał mi kompromis i w obu przepięłam się na mało używane konta. To fajnie pokazuje mi ile razy odruchowo wchodzę na maila i jutuba nawet jeśli odpięłam ich ikonki od ekranu głównego.

Nie trzeba było długo czekać i już po dwóch dniach Facebook zaczął wysyłać do mnie do mnie tęskne maile. Czy wiesz, że Twój post skomentowały dwie osoby? Czy wiesz, że twój znajomy udostępnił zdjęcie, które zostało skomentowane przez innego Twojego znajomego? Czy wiesz, że na grupie, w której jesteś pojawił się post, który skomentowało aż 15 osób? Na początku podeszłam do tego poważnie – no tak, sztuczki socjotechniczne, które mają na celu zwabić mnie na portal. Po kolejnych mailach pomyślałam sobie, że jest trochę jak bezradny szczeniaczek popisujący się sztuczkami żeby za wszelką cenę zwrócić moją uwagę – efekt jest w tym momencie odwrotny mam ochotę ignorować go dalej żeby zobaczyć co jeszcze wymyśli…

Uparty mózg

Mój mózg nie jest wcale lepszy. E-mail według zasad miałam sprawdzać tylko rano na komputerze i używać go tylko do celów służbowych… taaaaak – przez kilka pierwszych dni „magicznym zrządzeniem losu” znajdowałam na się mailu kilka razy dziennie. W tym momencie postanowiłam wylogować się z serwisu, tak aby dodać kolejne utrudnienie w dostępie, a zarazem ograniczyć odruchowe zaglądanie do poczty.

Zaskoczyło mnie jednak jak bardzo mój mózg potrzebuje nowości – skupiając się na swoich odczuciach zorientowałam się, że każde wejście na maila i zobaczenie listy nowych wiadomości z potencjalnie pozytywnymi informacjami to strzał koktajlu hormonów, w tym zapewne adrenaliny, powodujący przyspieszone bicie serca i miłe uczucie ciepła. Mój organizm krzyczy „chce tego więcej!” i wcale nie dziwie się, że podświadomie szukam tego wrażenia wchodząc bezmyślnie na maila czy Facebooka kilka razy dziennie.

Brakuje mi możliwości podzielenia się z innymi ciekawymi materiałami. Wpadłam na fascynujący materiał o zdjęciu Farmerów – mocno mnie poruszył – odruch? – udostępnić na facebooku. Nie miałam jak. Poczułam się trochę sfrustrowana. Wysłałam dwóm najbliższym osobom ale miałam poczucie sporego niedosytu. Teraz przynajmniej mogę Wam go udostępnić 😉

Kryzysik

Momentem, w którym się poddałam było nadprogramowe 5-godzinne oczekiwanie na lotnisku. Siedziałam „uwięziona” w samolocie, a następnie w małym fragmencie terminala oczekując na naprawę instalacji elektrycznej maszyny. Byłam zbyt zmęczona, aby czytać książki a z drugiej strony ileż można obserwować ludzi czy podsłuchiwać rozmowy. Poddałam się i włączyłam dostęp do Google now żeby przeczytać trochę wiadomości a później zajęłam się bezmyślnym bujaniem między przeszkodami w grze Stickman Hook. Złamałam post? Owszem, ale nie czuję się z tym źle, i tak nie wykorzystałabym tego czasu w żaden produktywny sposób. (no chyba, że macie jakiś pomysł?)

Korzyści z cyfrowego odwyku

Cyfrowy odwyk to nie tylko problemy – mam więcej wolnego czasu – moja produktywność w pracy dawno nie była tak duża. Mniej się rozpraszam, mniej przeskakuje między watkami i potrafię dłużej pracować w skupieniu. W środę zupełnie zapomniałam o komórce – od wejścia do domu do pójścia spać leżała zupełnie nieużywana w kieszeni kurtki i dopiero chcąc ustawić śledzenie snu zorientowałam się, że zupełnie nie wiem gdzie jest.

Napisałam dwa artykuły na bloga, ugotowałam kilka smacznych dań, spędzam więcej czasu z narzeczonym, który dzielnie mi kibicuje i sam też postanowił ograniczyć użycie technologi wieczorem. Efekt jest taki, że jesteśmy zazwyczaj godzinę wcześniej niż zwykle w łóżku i UWAGA! czytamy papierowe książki 😀 Przez to, że dajemy sobie czas na posłuchanie tego co potrzebuje nasz organizm, nie zagłuszamy wrażeń ekranami i dużo wcześniej orientujemy się, że pora by iść spać przez co też dłużej śpimy.

Garść statystyk

Nie licząc przygody na lotnisku w zeszłym tygodniu używałam komórki średnio 40 minut dziennie – to o 50 minut krócej niż zazwyczaj. To 50 minut dziennie, które przeznaczyłam na inne czynności – gotowanie, gapienie się na ludzi i otoczenie czy, ojejku, MYŚLENIE 🙂

Telefon odblokowywałam średnio 23 razy – wcześniej było to nawet 50-60 razy dziennie. Biorąc pod uwagę, że używam telefonu do płacenia i słuchania muzyki uważam ten wynik za imponujący.

|Wy też chcecie sprawdzić ile używaliście telefonu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.